Józef Czechowicz: Cmentarz lubelski
Zegary, twarze nocy niewesołe,
hasło podają: północ, północ!
Dołem
place konopne, lniane,
ulice - długie mroku czółna,
lamp łańcuchami spętane.
U krańca Lublina czworokąt czarny,
szumem poemat wiatrów skanduje.
Klony, brzeziny, kasztany, tuje
obsiadły wyspę umarłych.
Aleje głuche mamrocą nocą, jak rynny.
Blask blady gwiazdy samotnej opiera się o cień,
o bluszcz, żałobny barwinek,
paprocie.
Krzyże z marmoru, anioły brązowe srogo
stanęły na piersiach trumien.
Pieje kogut.
Napisy z bramy cmentarza w pamięci zakarbuj, zatnij:
"Oto teraz w prochu zasnę - z prochu wstanę w dzień ostatni..."
1 listopada w Polsce ma wyjątkowy charakter: to dzień, w
którym cisza staje się językiem pamięci. Ludzie wracają na cmentarze, często w
miejsca znane od dzieciństwa, gdzie każdy kamień i każda alejka noszą ślady
dawnych spotkań. Nostalgia pojawia się naturalnie - w zapachu jesiennych liści,
w chłodzie powietrza i w migotaniu zniczy.
To czas, kiedy myśli biegną do tych, którzy odeszli, ale także do własnych dawnych wersji siebie: do lat, w których odwiedzanie grobów było rodzinnym rytuałem, do rozmów prowadzonych w drodze, do historii opowiadanych przy grobach. Wspomnienia splatają się z teraźniejszością, tworząc spokojną, pamięć.

.webp)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz