czwartek, 29 lipca 2021

 Lipiec

 


Mija już prawie lipiec. Jeden z wakacyjnych miesięcy. Piękny, pachnący lipami, miodem, malinami, czas kiedy dzień jest długi i przeważnie dość ciepły.  

Mam nadzieję, że odpoczywacie lub oddajecie się swoim pasjom i zainteresowaniom lub po prostu leniuchujecie, żeby złapać oddech przed wrześniem.

Zapraszam do tekstu Zofii Kossak, który przeniesie Was w te lipcowe, słoneczne dni do innych czasów, nie tak odległych, ale jakże innych.

  


 Rok Polski: Rok polski Obyczaj i wiara Zofia Kossak

„ Gdyby  miesiące  posiadały  herby,  lipiec  powinien  otrzymać  jako  godło  złotą  pszczołę.  Piękny  i zaszczytny  znak.  Według  prastarych  wierzeń  ludowych,  pszczoła  (w  niektórych  częściach  Polski  lud wymawia: pczoła) nie jest zwyczajnym owadem jak osy czy bąki. Posiada duszę nieśmiertelną, człowieczej równą. Nie wolno zabijać pszczoły, podobnie jak bociana lub jaskółki. Za czasów wczesnopiastowskich w razie  zgonu  gospodarza  lub  narodzin syna krewni obowiązani byli oznajmić o tym pszczołom, choćby zdarzenie miało miejsce w zimie, gdy roje spały w ciemniku. Toż samo czyniono w razie śmierci księcia panującego nad dziedziną. Wosk od pszczół jarych miał własności odczyniania uroku. Wieloletnia zażyłość z pszczołami pozwala wejrzeć w bardzo dziwne sprawy. Pszczoły, nawet obce, nie kłują „swojego człowieka", pszczelarza. Poznają go jak owce pasterza. Pszczelarz może posłać swój rój w  formie  ekspedycji  karnej  dla  wymordowania  roju  konkurenta  pasiecznika,  który  go  obraził,  albo przynęcić obcy rój do swojej pasieki. Pszczoły w jego ręku stanowią groźną, chociaż miododajną legię, posłuszną  każdemu  zleceniu.  To  nie  bajki,  lecz  fakty  znane  każdemu  pszczelarzowi.  Oczywiście  nie inżynierowi pszczelnictwa, lecz bartnikowi z dziada pradziada, takiemu, co śmieje się z maski drucianej  i potrafi oswoić dziką barć odkrytą na drzewie. Przed wojną spotykało się na ziemiach Polski podobnych mądrych staruchów, czarodziejów otoczonych pszczelim rojem. Lipowy  miód  jest  najlepszym  z  miodów.  Niby  dojrzały  burgund  zachowuje  w  sobie  energię słoneczną. Określenie „stary lipiec" brzmiało jako najwyższa pochwała dla trunku. Miesiąc lipiec wyraża się przede wszystkim zapachem. Nie tylko lipy zmieniają proces oddychania w rozkosz. Wszystko pachnie. Tu las sosnowy rozgrzany, tam przydrożna macierzanka, opodal pole żółtego łubinu...

W lesie wonieją grzyby, dzikie maliny, zapóźnione poziomki, ziele zwane bagnem, którego nie znoszą  mole,  i  pokorne,  zawsze  obficie  rodzące  czernice.  Ulubiony  przysmak  rzadko  już  spotykanych niedźwiedzi, pastuszków, ptaków, bezcenny dla gospodyń, użyteczny w lecznictwie. Dobra ta roślinka nie ma ustalonej nazwy, a raczej traci swe właściwe imię na rzecz krewniaczki, czerwonej borówki. I tylko w okolicach, gdzie ta ostatnia zwana jest brusznicą, czarna jagoda (względnie czernica) odzyskuje prawowite miano:  staje  się  borówką.  W  Beskidzie  Śląskim  góralki  do  zbierania  czernic  używały  do  niedawna drewnianego grzebienia czy zgrzebła o rzadkich, długich zębach, którym przeczesywały krzaki strącając owoc  do  podstawionego  kozubka. W tychże Beskidach turysta, pragnący usiąść na giętkiej, borówczanej ścieli,  musi  wprzód  poświęcić  dłuższą  chwilę  wyjedzeniu  z  danego  miejsca  czernic,  grożących poplamieniem ubrania.Lipiec i jego wonie stanowią istotę lata, punkt szczytowy roku, od którego rozpoczyna się spadek ku nieuniknionej jesieni. Cóż stąd, że dopiero w drugiej połowie lipca rozpoczynają się żniwa, walna kampania rolnika, o której myślał i dla której trudził się przez cały rok? Spełnienie jest zawsze schyłkiem.Lipiec  w  kolejności miesięcy wypada siódmy. Rok bieżący, który dotychczas uchodził za młody, mający wiele czasu przed sobą do spełnienia poczynionych obietnic, zrealizowania pragnień ludzkich -staje się kusy, przyśpiesza biegu. Koniec rozłąki wyśniony przez tęskniące serca poczyna przerzucać nadzieję na okres dalszy, na rok następny. Bo już połowa minęła... Bo już lipiec...W Polsce szczególną opiekunką lipca jest święta Anna, Matka Bożej Matki. Imię Anna (po hebrajsku Hannah) znaczy Łaska. Rozumiemy, że inaczej zwać się nie mogła prosta, pozornie zwyczajna kobieta, której dane było stanąć u progu Odkupienia świata.Skromna powszedniość, z jaką nieogarniony Majestat Boży dokonał misterium Wcielenia, zachwyca i dodaje otuchy. Wszak Tajemnica Przedwieczna mogła objawić się ludziom w niecodzienny, fantastyczny sposób, jak nam to usiłują wmówić apokryfy dotyczące dzieciństwa Chrystusa Pana. Słowo mogło zstąpić na  ziemię  płomieniem,  gromem,  orłem,  w  postaci  anioła  lub  dorosłego  człowieka.  Lecz  Bóg  nie  lubi cudotwórstwa. Cuda dzieją się wówczas tylko, gdy są niezbędnie potrzebne lub sprowokowane wiarą, której obiecano, że zdoła uczynić, co zechce. Bóg sam z siebie sprawia swe wyroki prostymi środkami, rękoma ludzi poddanych Jego woli. I dla Wcielenia wzór został obrany zwyczajny, tak by każda rodzina mogła iść śladem Najświętszej Rodziny. ...Byli sobie tkacz Joachim i Anna, dziadkowie, którym narodził się Wnuk. A ten Wnuk był Synem Bożym...Polskie sanktuarium świętej Anny znajduje się na Śląsku, na górze noszącej toż imię, pamiętnej z bojów  w  czasie  powstania  śląskiego  w  1921  roku.  Ludność  całego  Śląska  otacza  czułą  czcią  lipcową Patronkę,  zwąc    po  prostu  Anulką  albo  Babcią  Chrystusową,  dzień  jej  zaś  jest  rokrocznie wspaniałą manifestacją uczuć religijnych Śląska.Wyobrażenie świętej Anny stanowi mały posążek, nie większy niż dłoń, ginący wśród ozdób ołtarza. Posążek ten, znaleziony czy też wyorany przed wiekami, w miejscu gdzie obecnie wznoszą się kościół i klasztor, jest starożytny i podobnie jak gdy chodzi o cudowną Matkę Boską Gidelską -nie można z całą pewnością zaręczyć, czy pierwotnie wyobrażał tę świętą postać, której miano nadał jej szczęśliwy oracz, znalazca. Lecz o cóż chodzi? Święta Anna, zwana Samotrzecią, trzymająca w ramionach Córkę i Wnuka, oboje w tym samym dziecinnym wieku, miłowana i czczona, słynie cudami nie gasnącymi do dziś.Słynny  obraz  Leonarda  da  Vinci  przedstawiający  świętą  Annę  z  Maryją  i  Dzieciątkiem  należy  do najpiękniejszych dzieł, jakie stworzył świat. Drewniany posążek Anny Samotrzeciej ze śląskiej góry jest nieudolny, niewiadomego pochodzenia. Jednakże tamto mistrzowskie dzieło nie uzyskało żadnej z łask, którymi Bóg hojnie obdarował owo ubogie wyobrażenie. Inne tu działają kryteria, inne walory zdobywają Niebo.  Nie  talent  ani  piękno  po  ludzku  pojęte,  lecz  wiara,  nadzieja  i  miłość  stanowią  właściwe  znaki lądowania dla świetlistego ptaka Łaski, szybującego ponad mrokiem ziemi.W lekcji Mszy świętej na dzień 26 lipca czytamy:„... Niewiastę mężną któż znajdzie? Daleko i od ostatecznych graniccena  jej.  Ufa  w  niej  serce męża... Odda mu dobrem, a nie złem, po wszystkie dni żywota swego. Szukała wełny i lnu i robiła dowcipem rąk swoich... I w nocy wstawała, i dała pokarm domownikom swoim... Rękę swoją ściągnęła do rzeczy wielkich,  a  palce  jej  ujęły  wrzeciono...  Upatrywała  ścieżki  domu  swego,  a  chleba  próżnując  nie  jadła. Niechaj chwalą ją uczynki jej..."Można o Polsce i Polakach mówić wiele rzeczy dobrych lub złych i zdania te będą uzasadnione, choć sprzeczne. Jest jedna cecha, na którą wszyscy,nawet wrogowie, przystaną: Polska była zawsze i będzie krajem  „mężnych  niewiast",  dzielnych  kobiet,  oddanych  matek,  wiernych  żon,  żon-przyjaciółek, wspólniczek trudów mężowskich. Słowa Pisma Świętego przeznaczone na dzień świętej Anny dadzą się w całości zastosować do bardzo wielu kobiet polskich. W boju -walczą obok mężów, w dobie niewoli -podtrzymują ducha, w szare codzienne dnie -chleba próżnując nie jedzą. W niskich chatach wiejskich, przeludnionych miastach czy w ciasnych pokoikach wygnańczych wielkich metropolii Zachodu utrzymują przy życiu rodzinę pracując dowcipem rąk swoich. I w nocy wstają przygotować pokarm domownikom swoim. Ufa w nich serce męża, chwalą je uczynki ich, a życie, acz pozbawione rozgłosu, posiada woń i słodycz lipcowego miodu.Przy  siwowłosej  Anulce,  Babce  Chrystusowej,  stoi  święty  Jakub  Apostoł,  czcigodny  i  mądry. Powiada:„...Bądźcie wykonawcami słowa, a nie słuchaczami tylko, oszukującymi samych siebie... Kto jest słuchaczem  słowa,  a  nie  wykonawcą,  ten  podobny  będzie  człowiekowi  przypatrującemu  się  obliczu narodzenia swego w zwierciadle. Bo przyglądnął się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim był ”.„Wykonawca" -czyli człowiek czynu. Wszelki czyn wymaga wysiłku, wysiłek -to  praca.  Gdy kobieta  rodzi,  artysta  lub rzemieślnik tworzy, robotnik kieruje maszyną, rolnik uprawia ziemię, żołnierz walczy -właściwe spełnienie przynależnego każdemu zadania zależy od sumy włożonej w nie pracy. 

A  tak,  na  przekór  rozmarzającym  woniom  gorącego  lata,  godłem  lipca  pozostaje  niestrudzona, pracowita, użyteczna pszczoła.” 

 

Polskie przysłowia ludowe na lipiec:

    Lipcowe upały, wrzesień doskonały.

    W lipcu upały, styczeń mroźny cały.

    Upały lipcowe, mrozy styczniowe.

    Miesiąc lipiec musi przypiec i ostatki mąki wypiec.

    Gdy lipiec z deszczem, zima będzie z wiatrem.

    Kiedy lipiec daje deszcze, długie lato będzie jeszcze.

    Gdy się pająk w lipcu przechodzi, ze sobą deszcz przywodzi, gdy swą pajęczynę psuje, bliską burzę czuje.

    Lipcowa pogoda, dla chłopów żniwna swoboda.

    Czego lipiec i sierpień nie dowarzy, tego wrzesień nie usmaży.

 

Wykorzystano:

https://www.kalendarzswiat.pl/przyslowia_lipiec

https://mysliwiec.szkola.pl/rokpolski.pdf

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz